• godz: 23:54 data: 2008.04.29

Przeszłość zabieram ze sobą

Zgliszcza pozostały z eBloga, niestety. Ja nie chcę tu dłużej bawić. Pozdrawiam moje stare notki. Obiecuję, że będę do Was wracać ze łzami na twarzy. Pozdrawiam także byłego już admina serwisu - Marcina. I mam nadzieję, że on tego na swe oczy nie widzi.

panipaulina.wordpress.com - tu jestem, gdyby coś. I zabawię na pewno.
Do widzenia. Mua, panienki. :*




• godz: 00:14 data: 2008.04.9

Wyobraź sobie szarą mgłę. I czytaj...

A dziś? Postaram się przynajmniej.. Po kropli choć.
Moim największym problemem jest potrzeba odpoczynku od odpoczynku. To jest najgorsze koło, które może się zamknąć i uwięzić moje życie. Strach, niechęć i konsekwentne wyrzuty sumienia ustępują czasem miejsca przewlekłej, smutnej już i żałosnej czasem potrzebie wyciągnięcia kilku minut szczęścia i podzielenia go na pół. Od tej drugiej połowy uzależniona jestem jak dorośli od kawy. Ci dorośli mają dobrze, bo znają dystans.

* * *

A dziś wzięłam się w końcu do roboty. Bardziej porządnie, niż uczesałam rano włosy. Za minutę zamknę zmęczone oczy i pomyślę, jak dobrze czekać. Czekać na chwilę, kiedy w końcu będę mogła znaleźć się w pachnącej, parnej, ciepłej i prawie północnej atmosferze. Znaleźć się tam i powiedzieć: popatrz Kochanie, jak te gwiazdy spadają. A czujesz nocny zapach morza, który wiatr niesie ze sobą?

W ogóle ktoś tu wchodzi czasem? Komentuj(1)




• godz: 23:51 data: 2008.04.8

69 - bo ma ładny kształt

Uf.
Ale ja ciągle jeszcze nie mogę poradzić sobie z dniem i nocą.
A z nocą szczególnie, jeżeli nie ma przy mnie mojego jedynego Anioła Stróża. Tak, Stróża. Bo - może choć nie wie - sprawia, że najpiękniejsza na świecie kobieta nie wykrzywia się przed własnym lustrem, że najszczęśliwsza na świecie kobieta nie zazdrości szczęścia innym i w końcu, że jej najbłyskotliwszy pod słońcem rozum nie boi się wyzwań i odważnie staje twarzą w twarz z problemami. Zarówno tymi, które być muszą ale i tymi, bez których można byłoby się obyć.

A zawodowo to ja tworzę. Odbywa się to na zasadzie doboru jednego motywu przewodniego - prostokreślnego elementu, ostatnio nawet bez obaw o gospodarkę przeróżnymi barwami. W rezultacie powstają cuda, o jakich nigdy przedtem nie śniłam. I przyszło mi na myśl teraz, że w życiu mam dokładnie tę samą historię. Myśl i uczucie, z jakim rano wstanę z łóżka towarzyszy mi już do zmroku. Nie traci na formie i odcieniu. No, chyba że Anioł... No właśnie, w tym rzecz.

* * *


Notkę napisałam parę dni temu. Dziś, z wyjątkiem ostatniego zdania, z prawdą ma ona niewiele wspólnego.




• godz: 23:48 data: 2007.12.26

Panie Boże...

Jak to dobrze nazwać coś "mniejszym złem" i później nie mieć do siebie o nic pretensji. Mimo zarysowanej psychiki i niemożliwym zaleczeniu ran wciąż uważam, że to nie było najgorsze.


Bo najgorsze jest teraz. Modlę się do Boga, którego nie ma. Żeby to tylko nie był rak.

***





• godz: 02:37 data: 2007.11.3

Bajka o Wittigowie

Jest ich pięć, są białe i właściwie majestatyczne. Każdy ma swego strażnika, który skrupulatnie chroni ich elitarnych mieszkańców. Ci z kolei mają tam wszystko, czego tylko do życia i funkcjonowania potrzebują, nie przesadzam. Życie toczy się tam swoim własnym tempem, wyznaczanym przez różnego rodzaju potrzeby elementarne, jak i te, które narzucą od czasu do czasu wyższe instytucje. Wszystkie spełniane z wielką pasją i zaangażowaniem..
Wiem, bo tam byłam. I wracam na skrzydłach co jakiś czas.

To jest pięć białych, dziesięciopiętrowych wieżowców. Każdy ma przydzielone panie portierki, które z powodów fizjologicznych co jakiś czas muszą się zmieniać. Sprawdzają te cholerne legitymacje; to one warunkują otwarcie szklanych drzwi. Windy robią "ding-dong", na trzecim piętrze kupuje się alkohol a na parterze jest kreślarnia. Bo można się uczyć, ale nie trzeba...
Ja pokochałam te akademiki.

* * *


Krótko mnie jeszcze w domu nie było, ale ja nie mam chwil zwątpienia. Oni też we mnie nie wątpią. Mam masę ciekawych pomysłów, własne zdanie, odczuwam uzasadnioną już konsekwencję połowy życia spędzonego na budowie i podnosi mi się ciśnienie na myśl, że p. mgr Krupa nie sprawdził pierwszej kartkówki. I nie muszę szukać, bo znalazłam.

Teraz będę wybaczać. Właściwie już to zrobiłam, bo patrząc na pewne sprawy z dystansu nie oceniam ludzkich zachowań pod wpływem emocji, ale rozsądku. Staram się zrozumieć - przede wszystkim te złe i te, które mnie jakiś czas temu mocno zraniły. Dziś wiem, że ja w swojej własnej zarozumiałości postąpiłabym może nie tak samo, ale całkiem podobnie. Wybaczam brak taktu, przyzwoitości, wyczucia sytuacji.. i tak dalej.

W końcu - najcichsze i najśmielsze marzenia spełniają się jedno po drugim. To te, które jest mi dane spełniać z kimś aż po połowie. Mam ich tysiące a sposobów na nie jeszcze więcej. Spojrzenia wstecz są krótkie i bez wyrazu (bo mądrości zostały wyciśnięte z nich do ostatniej kropli), a te w przód pełne nadziei, ciepła, uśmiechu i zrozumienia. Łez.. czasem, ale to już w jego ramię.

* * *


Koncepcję miałam taką: po raz - to co nowe, co czyni mnie szczęśliwą... po dwa - to co nowe i czyni mnie szczęśliwszą, po trzy - to co dawniejsze i czyni mnie najszczęśliwszą. Ale przyszedł czas i na podsumowanie. Niestety, będzie nieco inaczej.
Opiera się to wszystko na jednym pytaniu: czy to człowiek potrafi tak bardzo się na gorsze zmienić, czy to ja potrzebuję tyle czasu i sprzyjających okoliczności, aby to wszystko dostrzec i ogarnąć rozumem? Mniejsze - najmniejsze zło znalazło sobie wygodne miejsce w całej tej historii. I chyba na trochę je zagrzeje.

Ja naprawdę pokochałam te akademiki...




• godz: 23:34 data: 2007.06.30

Między Bogiem a prawdą..

..między wersami i między udami. Świat.

Bardzo mi z tym dobrze, że było tak ciężko. Bardzo dobrze, że potrzebowałam pomocy, wsparcia i zastrzyku z motywacji. Ktoś musiał przecież we mnie wierzyć, jeśli ja sama czasem nie byłam w stanie i jeśli chciałam się dawać dwulicowości wodzić za nos. Ten czas był niczym wstrząśnięcie sitkiem pełnym mułu w poszukiwaniu choć jednej drobinki złota.

I dlatego nie żałuję. Patrzę pozytywnie do przodu, mimo jednego ogromnego zawodu na jednym drobnym człowieku, mimo niemocy słusznego naplucia w twarz jednemu z przebojowych "autorytetów" i tego, że wciąż pamiętam którędy do szkoły.
I wreszcie najważniejsze. Nie napiszę jak bardzo jestem wdzięczna stale najbliższym mi ludziom, bo napisać nie potrafię. Chcę wciąż przy nich być i utwierdzać w tym, że warto mi ufać. Chcę dbać o każdy cenniejszy dzień i uczyć się od nich życia.

* * *


Myślę teraz o ciepłej dłoni i uśmiechu mojego mężczyzny, mądrej przezorności i przydatnej pomocy mojej przyjaciółki oraz niepoprawnym optymizmie mojego taty.
Ech, "dziękuję" wystarczy? Obawiam się, że nie.


W tej chwili już oddycham ciepłym powietrzem. Jeszcze do mnie nie dotarło, że to robię.




• godz: 15:38 data: 2007.05.28

Tytuł

To jest wpis z dedykacją.
Jest o czymś bardzo ciepłym, radosnym, szczęśliwym i przynoszącym nadzieję. Opisuje chwile, którymi wszystko chce się zacząć i którymi chciałoby się skończyć. Wbrew pozorom, jest bardzo konkretny, dlatego nie znosi metafor i nie pozwala na pominięcie najdrobniejszego szczegółu. Proste, ludzkie i zwyczajne słowa dodają mu wyjątkowości, a te niecodzienne, które czasem nawet same siebie nie rozumieją, chcą sprawić, żeby całości nie dało się objąć rozumem.

Jak to ująć jeszcze, że im więcej mam, tym więcej potrzebuję - nie tracąc przy tym rozumu, szacunku i ucząc się poświęcenia?

* * *


I tu niestety to Wy musicie pierwsi użyć wyobraźni, bo ja nie umiem tego trafnie napisać. Bo tego nie da się opisać, po prostu się nie da...




• godz: 23:25 data: 2007.05.23

Maj

Bez dyskusji życie skazuje mnie teraz na wielki stos niepewności. Jeśli się na nim nie spalę, znaczyć to będzie, że dostaję prezent w postaci kolejnej szansy. Tak właśnie się z nim umówiłam. Wtedy - niezależnie ode mnie i od ciebie - muszę postawić na nogi siebie, moje ego i moją tak zwaną wiarę. Czym by ona nie była, tak ją ludzie nazywają. Więc ja również będę, razem z nimi.

Wrażliwość natomiast bardzo chciałabym w jednej chwili z ziemią zrównać. Jej skutki były, są i mogą być opłakane, gdyż manipulują moimi nastrojami jak wicher chorągiewką. A gdy już osiągną dno, pchają się jeszcze głębiej. Nie znoszę tego. I jeśli mogę prosić o pomoc, to marzy mi się zastrzyk znieczulicy, najlepiej zabranej temu komuś, kto ma jej zbyt dużo...

Poza tym, jest też pewien rodzaj ulgi, którą mogłam podzielić się z najbliższymi i którą od najbliższych trzymam z daleka.

* * *


Dziękuję, za wsparcie.
Nie przepraszam, bo nie mam za co.
I proszę.. o ten zastrzyk. Błagam.




• godz: 00:12 data: 2007.04.23

Poznałam jutro

Nawiązując do poprzedniej histerii, muszę przyznać się do uśmiechu i wiary w siebie. Uderzam się w pierś mocno i stwierdzam, że głupi byliście. Jesteście pewnie nadal, ale tak naprawdę nie wiem. Zaraz zastanowię się jeszcze, czy może mi choć trochę smutno. Boję się nieco dotychczasowych wniosków i nie chcę pisać opowiadania pod tytułem "Pochopnie". A potem wrzucać go do śmieci razem z chwilową, dziecinną euforią. Czasu mam dużo - zaznaczam, bo to może potrwać.

Jutro chcę spacerować po słońcu, w sobotę zobaczyć Wrocław, cały Wrocław... A w piątek zdam maturę. W sobotę znów, cały Wrocław. Środy lubię też, bo są dość przełomowe co siedem dni.

* * *


Reszta jest miła i ciepła. Pozwala mi wciąż spokojnie spać. Nieszczęścia w szczęściu niech będą, bo lubię zamykać im drzwi przed nosem.
Mamo, Ty już odpuść. Porozmawiamy, w moim pokoju.
A Ciebie? Ciebie kocham. Praktycznie już na pewno tylko we własnym zakresie. Teoria swoją drogą.
I na koniec taki prymitywny, aczkolwiek wymowny wyraz nastoju, samopoczucia, humoru i nastawienia: :)




• godz: 23:39 data: 2007.03.29

Spacer

Komuś jeszcze udowodnić, że nie jestem wielbłądem? Bardzo proszę. Nauczyłam się chyba na pamięć...

To jest ważne: w skrajnych przypadkach zdemaskowania twojego zaślepienia moje ego robi wielką dziurę w suficie. Z hukiem daje ci po głowie, choć sama do tego nie jestem przyzwyczajona. Uśmiecham się złowieszczo wprost w twoją ogłupiałą twarz i jest mi bardzo dobrze.
Zastanawiam się teraz, dlaczego - mając swój własny nadrzędny rozum - tak długo pozwalałam wam przekonywać go, że to ja robię źle. Nieomal dałam sobie wmówić we własny charakter wasze osobiste wady. Prawie byłam dziecinnie beztroska, prawie byłam ostatnia i prawie płakałam po porażce, która tak naprawdę mnie nie dosięgnęła. Nie szkoda mi wyścigu. Bo to na trybunach mam kilka osób, które zawsze wyciągną ciepłą dłoń w moją stronę. W odpowiednim miejscu i czasie były mądrzejsze.
Posłuchaj: boli mnie to trochę, że tego kompletnie nie rozumiesz. Współczuję i życzę wszystkiego najgorszego. Żeby w końcu to życie zaczęło cię uczyć swych dogmatów. Bo ja już od tego nie jestem.

A to.. To można przeczytać: nie wiem już który to dzień był dotychczas najpiękniejszy. Może jutrzejszy?

* * *